![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
2005.03.12-13 - Klubowa Wystawa CzW i KWP Nitra (SK)
Oczywiście wbrew wszelkiej logice (jak zwykle), bez względu na radiowe prognozy zadecydowaliśmy, że jedziemy. Zima dorwała nas już kilkadziesiąt km od domu - drogi zasypane śniegiem. Z czasem było jeszcze gorzej. Nawet dotarcie do autostrady w Czechach nic nie pomogło - na całej drodze zalegał śnieg i nie było mowy, by jechać szybciej niż 40-50 km/h.
Ale wyjazd się opłacał - Balrog wszedł z Przemkiem jako pierwszy. Pokazał się bardzo ładnie i chwilę potem schodził już ze Zw.Młodzieży.
Potem przyszedł czas na Ali, która co prawda miała jeszcze trochę sierści tydzień temu, ale teraz słuch po niej zaginął...tzn po sierści. A konkurencje miała największą. Jednak udało się - sędzina decydowała o lokatach głównie na podstawie ruchu i za "elegancje" na pierwsze miejsce powędrowała Alistair. To już jej trzeci CAC i wygląda na to, że słowackiego Championa będzie miała szybciej niż polskiego....
Potem Przemek wszedł z Merry Bell - biegła ładnie...problem jest jedynie, gdy się nad nią zerka z góry, bo wygląda jak "pączuś w maśle" (to słowa sędziny z dnia następnego). Ale tym razem jeszcze się jej upiekło i zgarnęła kolejnego CACa.
Jolly już bez wariacji - też CAC. W porównaniu decydowała statyka, a dziewczyny uznały, że już na więcej nie mają chęci i zrzuciły wszystko na barki Balroga. Ale ten jeszcze za młody, by stawić czoła mocniej zbudowanemu dorosłemu samcowi. Tak więc BOB mu uciekł.
Po takim przyjemnym dniu także przyjemne zakończenie - Bure dostają jedzenie (bonusowe porcje, bo zasłużyły), idą spać, a my udajemy się do fantastycznej słowackiej restauracyjki, gdzie testujemy kulinarne specjalności zakładu. Niestety w nocy nie udało się wypocząć - w pokojach grzano niemiłosiernie, a nie można było otworzyć okna, bo nie było parapetów, a mieszkaliśmy wysoko. Jeszcze Balrog postanowiłby udać się w nocy na spacer... Więc Młody musiał siedzieć w temperaturze koło 30 stopni. Oj, tej nocy sobie biedak nie pospał.
Potem trzeba było podjąc decyzje, czy na ring wejdzie Ali. Wydawało się, że wszystko jest OK, Ali latała z psami, podskakiwała, szalała z Camio. Więc weszliśmy i początek zapowiadał się dobrze. Potem jednak dał się we znaki dywan, który musiał podrażnić nogę. Dotrwaliśmy do końca, dostaliśmy doskonały opis (mimo braku sierści), ale nie szaleliśmy. Bela - o Beli-pączusiu już pisałam. Dostała ładny opis i skierowanie na dietę. Wreszcie ktoś jej to powiedział prosto z mostu.... A Jolly? Jolly prezentowała się bardzo ładnie, ładnie stała, ładnie biegała. Widać, że dobrze się bawiła. Po zejściu z ringu pogratulowano nam zwycięstwa. Ale nie wygraliśmy...
Sędzina powiedziała, że Jolly jest najlepsza jeśli chodzi o budowę, ale woli, gdy jest ona w sportowej (użytkowej) kondycji i z tego powodu pierwszeństwo przypada drugiej suczce. Po wystawie trochę jeszcze porozmawialiśmy na tematy typowo "wilczakowe" i ruszyliśmy do domu - nie chcieliśmy czekać na zapadnięcie zmroku, bo to zawsze oznacza pogarszające się warunki na drogach. Tym razem mieliśmy trochę więcej szczęścia, bo kłopoty pojawiły się dopiero po polskiej stronie, więc na ostatnim etapie jazdy.
Page created in 0,501191854477 seconds.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||