Hierarchia i dominacja; czyli zły duch pana Fischera - CZŁOWIEK

Wiemy już jak mniej więcej "władza" rozkłada się w psim stadzie. A gdzie jest miejsce na człowieka? Trener starej daty odpowie: "No, jak to gdzie? Człowiek ma być szefem, człowiek ma być Alfą!". Cóż, to nie do końca prawda.



Pies jest członkiem ludzkiej rodziny, stado psów jest częścią ludzkiej rodziny, ale człowiek nie jest członkiem psiego stada i nie bierze udziału w ustalaniu tam hierarchii.
A ataki na właściciela, gdy ten chce zrzucić psa z kanapy? Dominacja? Nie od razu. Powodów może być kilka. Ale ponownie zacznijmy od początku.

Jakie miejsce zajmuje człowiek w stosunku do psa lub stada psów? Jedno z trzech poniższych:

- "POD STADEM"
Człowiek podporządkowuje się psu, spełnia wszystkie jego zachcianki, nie wymaga (nie oczekuje) niczego w zamian. Rezultatem są "rozpieszczone Pimpusie" (i nie chodzi tu jedynie o małe pieski), które nie cofają się nawet przed zaatakowaniem właściciela, gdy ten zrobi coś nie po ich myśli. W przypadku kanapy: atak następuje, bo pies chce pokazać, że to jego miejsce i tylko on może tu leżeć i nie wolno go zrzucać.

- "KOŁO STADA"
Człowiek nie nawiązał więzi z psem lub ją utracił. Spowodowane może to być biciem psa, stałym stosowaniem zasad "czego psu nie wolno" bez jednoczesnego użycia nagród, trzymaniem psa w separacji (na ogrodzie, w kojcu) i ograniczeniu wspólnego czasu do pory karmienia. Dla psa właściciel jest obcą osobą lub (co zdarza się chyba częściej) zagrożeniem. A kanapa? Pies zaatakuje, bo żaden normalny pies nie pozwoli obcej osobie na taka poufałość. Lub częstsza przyczyna pogryzień: bo nauczył się, że cokolwiek by nie uczynił i tak będzie źle, i tak zostanie ukarany i nie wie jak inaczej powinien zareagować; może tylko się bronić.

Tu mała uwaga:
Dwa powyższe punkty są strasznie często ze sobą mylone. Wiele osób myśli, że pies nie chce się im podporządkować, bo jest "dominantem". Nie zauważają, że to jednak jego strach, jego niepewność jest napędem ataków. Dlatego rozeznanie się w sytuacji jest kluczową sprawą w rozwiązaniu problemu. Jeśli np. uznamy, że pies nie chce zejść z kanapy, bo się "stawia" i zaczniemy go karcić, a okaże się, że przyczyną jest po prostu brak zaufania psa do człowieka, to zamiast zlikwidować problem, spowodujemy jego nasilenie i pogłębienie. Albo pies będzie atakował bardziej zacięcie (już na serio), albo psa "złamiemy" (a to najgorsze co może się zdarzyć, bo będziemy musieli poświęcić masę pracy, by pies choć częściowo wrócił do normalności).

- "NAD STADEM"
To sytuacja idealna. Właściciel cieszy się zaufaniem psa, jego przyjaźnią i "poważaniem". Niektóre osoby mają taki charakter, że psy w zasadzie automatycznie się im podporządkowują. Inni muszą na to "zapracować": najłatwiej oczywiście za pomocą szkolenia (ale nie tego w typie "starej szkoły") i wspólnego spędzania czasu (spacery, na których pies biega samopas, a właściciel spokojnie maszeruje własnymi drogami nie zwracając uwagi na czworonoga nie liczą się).
A kanapa? A zabieranie miski? Kości? I tu może się dażyć, że pies warknie (ale nie będzie na serio atakował). Zdarza się to na początku szkolenia i wyłącznie jeśli nie nauczymy go oddawania tych rzeczy. Potem pies ma już takie zaufanie, że nie będzie protestował, nawet gdy z miski wyciągniemy mu najlepszy kąsek (bo wie, że ustąpienie ZAWSZE mu się opłaca).

Psy są oportunistami, a wilczaki są SUPER-oportunistami. Dobrym przewodnikiem czworonoga można zostać diabelnie łatwo, wymagana jest jedynie konsekwencja. I nie jest to przepis na tygodniowe szkolenie psa - to sposób na życie z czworonogiem.
- w życiu codziennym stosujemy zawsze "nic za darmo". Pies chce spać na fotelu? Jeśli nam to odpowiada - OK. Ale zanim mu pozwolimy niech zrobi "siad". Pies chce dostać jakiś kąsek? OK. Ale zanim go dostanie najpierw "siad" lub "waruj".
- na typowym szkoleniu stosujemy "coś za coś". O tym możecie poczytać w artykułach Heleny: zasada jest taka, że za każde dobrze wykonane ćwiczenie psa nagradzamy. Może to być pochwała, jedzenie, zabawka, czy wspólna zabawa. I lepiej się do tego przyłożyć, bo każdy dobry sędzia pracy pojedzie nam ostro po punktach, jeśli nasz pies ćwiczy niechętnie i z wyraźnym strachem.

O problemach z psami można by napisać wiele tomów, błędy popełniamy i popełniać będziemy - tego się nie uniknie. Ale zanim psa skarcimy, zanim będziemy próbowali przeforsować wolę "szefa" zastanówmy się, co to nam da? Może nie warto, bo tylko pogorszymy sytuację...

Margo