2004.07.25.-08.07 - Obóz szkoleniowy w Lázně Bělohrad (CZ)

Co prawda obóz zaczynał się dopiero w niedziele, ale jednak postanowiliśmy nie marnować weekendu i do Czech pojechaliśmy już w sobotę odwiedzając przy okazji krajową wystawę psów w Mlada Boleslav.

24.07.2004

W sumie zaprezentowało się tam 25 CzW. W psach ostateczna walka rozegrała się między Agarem Morušový háj i Jerry Lee z Molu Es; tytuł zwyciężcy kraju dostał ten ostatni. W suczkach sędzia zwyciężczynie wybierał w zasadzie jedynie pomiędzy Alistair z Peronówki, a Jaw z Molu Es. Z powodu szaty wygrała Jaw. Dla sędziego ogromną rolę grała sierść i niestety bez większych osiągnieć zeszły z ringu świetnie zbudowane wilczaki z doskonałym ruchem, których jedynym minusem była sierść gorsza niż u zwyciężczyni. Szczególnie szkoda Jasminy Eden severu: krótkiej, zwartej ze świetną wilczą głową.. ale następnym razem... Bardzo pozytywna wydała się być praca hodowców, którzy starają się wyhodować psy jak najbardziej wilcze i wreszcie wraca do łask rdzawobrązowe umaszczenie europejskiego wilka, bo taki kolor było widać nie tylko u większości psów, jak i był on zdecydowanie preferowany przez sędziego. O tytuł zwyciężcy rasy walczyło rodzeństwo Jerry Lee i Jaw. Trzymaliśmy kciuki za psa, jednak sędzia postawił wyłącznie na sierść i mało pewną siebie suczkę. Wyglądała ona rzeczywiście efektownie. Natomiast pozostaje pytanie, czy sędzia nie powinnien oprócz szaty oceniać także charakteru. Skoro w Czechach tyle mówi się, że zagraniczne psy są strachliwe i nie przeszłyby bonitacji, to czy nie powinno się zwracać na to większej uwagi także na własnym podwórku.

Po wystawie późnym popołudniem postanowiliśmy zaskoczyć Vaclava Zeiska i pojawić się w Lázně Bělohrad. Ku naszemu zdziwieniu nie byliśmy pierwsi - wiele domków było już zajętych. Do wieczora przyjechali w zasadzie wszyscy z zagranicy, więc już ten pierwszy wieczór był wesoły. W niedziele miało czekać nas wiele pracy, bo w Lázně Bělohrad już dawno nie było takiego oblężenia.


25.07.2004

Dzisiaj postanowiliśmy się trochę wyspać, bo to przecież ostatni dzień spokoju. Przez całą niedziele na teren przybywali nowi wczasowicze i koło południa były wolne jedynie dwa ostatnie domki, na które też zrobiono rezerwacje. A i w pokojach nad jadalnią był komplet. Program rozpoczął się o godz. 18:00 kolacją, po której wszyscy właściciele psów pomaszerowali na plac szkoleniowy, gdzie każdy zaprezentował swoje umiejętności. Na ich podstawie utworzono dwie grupy: początkujących i zaawansowanych, ale i one musiały być wewnętrznie podzielone na dwie podgrupy ze względu na bardzo dużą ilość szkolących. Do wieczora dotarli właściciele z ponad 40-stoma psami: przytłaczająca większość to oczywiście wilczaki, ale nie brakuje też owczarków niemieckich i belgijskich, rotweilerów, mieszańców, whippeta, pudla, dobermana, staffika i kilku innych ras. Właściciele CzW przyjechali tutaj z (oczywiście) z Czech, Niemiec, Polski, Holandii, Austrii, Włoch, a niedługo dołączą do nich również Francuzi. Dzień zakończyła wspólna obrona.
26.07.2004

No i zaczynamy szkolenie. O godz. 7:30 grupa początkujących psów udała się wraz z Vaclavem Zeiskiem i jego nową czteromiesięczną gwiazdą szkoleniową Pegi z Litavské kotliny na tropienie. Najpierw zbiórka bez psów, gdyż na wstępie omówiono zasady tropienia i możliwe sposoby treningu. Potem każdy pod czujnym okiem Vaclava mógł położyć i zaliczyć często pierwszy w życiu ślad. Z powodu dłużej ilości psów mało co nie przepadło im śniadanie. Grupa bardziej zaawansowana udała się na plac szkoleniowy, gdzie Lada Šíma poprowadził trening posłuszeństwa. Zaczęło się od razu trudniejszymi elementami: przywołaniem, aportem, szczekaniem na komendę podczas którego wyszło, że dwa psy muszą przejść do mniej zaawansowanej grupy, a reszta reprezentuje bardzo wyrównany poziom. Tradycyjnie największy problem sprawiało szczekanie na komendę oraz aportowanie, chociaz było również kilka psów, które robiły to z pasją. Po śniadaniu pierwsza grupa miała wolne, a druga kontynuowała szkolenie wspólną obroną. Z powodu liczności grupy psy podzielono dodatkowo na dwie mniejsze podgrupy. Na razie było to poważniejsze zapoznanie się z możliwościami poszczególnych psów. Przy czym okazało się, że mamy dużo świeżej krwi, czyli psów które nigdy tego nie robiły, gdyż szkolenie obrończe w krajach zachodniej Europy (Holandia, Włochy, Niemcy) jest bardzo problematyczne, a czasem nawet niemożliwe. Obóz jest dla nich jedyną możliwością wypróbowania swoich sił na tym polu. Krótka przerwa i już trzeba było udawać się na obiad. Bez siesty, bo zaraz potem o 14:00 zaczynało się szkolenie przygotowawcze do wystaw psów i przeglądu hodowlanego (bonitacji), które poprowadziła Lucie Novoveska. Gdyby wszystkie psy w ringu zachowywały się tak jak te na szkoleniu, sędziowie mieliby o wiele łatwiejszą pracę. Ponieważ i tu był tłok, to plac szkoleniowy nie stał długo pusty i po pół godzinie wkroczyli na niego początkujący, którzy "wgryzali" się w regulamin ZOP. O 17:00 poziom na placu uległ zmianie: w dwójkach szkolenie rozpoczęły osoby, które mają zamiar podejść do egzaminu posłuszeństwa. Większe problemy sprawiały kłopoty językowe niż same ćwiczenia. Z powodu ilości psów trening trzeba było podzielić na dwie części. Reszta kontynuowała pracę już po kolacji. Na dobranoc dla psów indywidualna obrona dla profesjonalistów i dla nas "kruhovka". Po tym psy poszły na zasłużony odpoczynek, a my udaliśmy na wieczorek taneczny, gdzie wszyscy bawili się do późnej nocy...


27.07.2004

Drugi dzień szkoleniowy rozpoczął się oczywiście o 7:30 szkoleniami posłuszeństwa i tropienia. Tym razem grupy wymieniły się miejscami i na ślad poszli zaawansowani, a nauką posłuszeństwa zajął się Lada Šíma. Po śniadaniu szkolenie obron w grupach. Mimo tego, że psy wkręciły się w życie obozowe, widać po nich znaczne zmęczenie i z tego powodu po obiedzie psy udały się na odpoczynek, a ich przewodnicy z kilkoma niezmordowanymi czworonogami ruszyli autobusem na zwiedzanie browaru i zamku w Detenicach. Bez sensu byłoby prześledzenie jak powstaje piwo, jeśli nie można byłoby spróbować wyniku końcowego. Dlatego zaraz potem udaliśmy się do średniowiecznej gospody mieszczącej się w piwnicy pod browarem. Tam powitała nas "przemiła" średniowieczna obsługa ("co chcesz żreć", "bando masz zupę", "tu jest woda do mycia łap", "dawaj pieniądze"), która oprócz kufli jasnego i ciemnego piwa przyniosła też talerze 'dla biednego wędrowca', 'bogatego gospodarza' lub 'rycerza' (w zależności od zasobności kieszeni zamawiającego), a dla wegetarian oczywiście sałatkę "Koza Rosa". W tej fantastycznej atmosferze upłynął nam czas do 17:30.

Tym razem jadalnia podczas kolacji znacznie opustoszała. Po zjedzeniu talerza rycerskiego mało kto był w stanie wcisnąć choć trochę jedzenia. Dzień zakończyła wspólna obrona.


28.07.2004

Środowy poranek rozpoczęło indywidualne szkolenie obrony na pobliskiej łące. Najtrudniejszy był ten "test" dla Amber Wolfa, bo od pracy na rękawie i pewności chwytów zależało, czy zostanie on przyszłym ojcem szczeniąt kolejnego miotu z Litavské kotliny, czy też hodowca poszuka sobie innego reproduktora. Na szczęście egzamin ten zdał pozytywnie i niedługo potem pozwolono mu na obozowy romans. Reszta psów nie miała jednak takich wakacji i zaraz po obiedzie przystąpiono do dalszego szkolenia - do pierwszego egzaminu zostały już przecież tylko dwa dni. Po obiedzie swoje umiejętności dalej szlifowali przyszli profesjonalni handlerzy - tym razem zadanie było już trudniejsze i zamiast standardowego, wystawowego "tam i z powrotem" należało wykonać z psem litere T. Mimo, że dla wielu właścicieli była to nowość, poradzili sobie świetnie z tym zadaniem. Widać też było, że i elementy takie jak pokazywanie zębów i pozycja wystawowa sprawiają im już mniej problemów. Kolejną częścią było przygotowanie do bonitacji. Mierzenie nie sprawiało psom żadnych kłopotów, a i właściciele nauczyli się ustawiać swoje psy. Testy charakteru wykonał Vaclav Zeisek, co było sporym zaskoczeniem dla czworonogów, ale dwa z nich szybko załapały, że tego agresora należy przegonić. Było to świetne ćwiczenie szczególnie dla psów zza granicy, gdzie takich elementów się nie ćwiczy i psy zawsze są zaskoczone tym, że ktoś je atakuje. Po południu skoncentrowaliśmy się na przygotowaniu egzaminów. Jednocześnie odbywało się także szkolenie obrony, ale z powodu tego, że wielu przewodników mówiło jedynie po niemiecku lub/i angielsku stale potrzebny był tłumacz. Pracowity dzień zakończyliśmy rozgrzaniem psów na wspólnej obronie. Tym razem w mniejszym gronie, gdyż psy które miały podchodzić do ZOP nie brały w niej udziału.
29.07.2004

Pozostał już tylko jeden dzień do egzaminu, a zostało jeszcze trochę do zrobienia. Nie żeby był kłopot z nieprzygotowanymi psami... W zasadzie moglibyśmy się przygotowywać bez nich. Problem był z właścicielami, którzy mieli kłopoty z postępowaniem z psem i komendami. A to z dwóch powodów. Po pierwsze niektóre elementy różnią się wykonaniem i wiele osób zza granicy musiało się przestawić. Po drugie dochodziły problemy ze zgraniem grup, bo co robić, gdy w jednej grupie są jednocześnie Czesi, Niemcy (Holendrzy i Austriacy), Polacy i Włosi. Jak wydawać komendy? Tym bardziej, że wszystko musi się odbyć jednocześnie, bo np. obrót w prawo muszą wszyscy zrobić w tym samym czasie, a nie każda nacja z pewnym przesunięciem. Na szczęście udało się startujących podzielić na 4 grupy 3-4 osobowe tak, że komendy trzeba było wydawać maksymalnie w dwóch językach. Teraz pozostało tylko wszystko dopracować...
Tak więc przez cały dzień plac szkoleniowy okupowało 12 przewodników psów (w tym 8 z CzW), którzy ćwiczli posłuszeństwo indywidualne, w grupie, przenoszenie psów, odłożenie i chodzenie po dziwnym materiale. Ponieważ jak to zwykle bywa po psach widać było już zmęczenie trening ograniczono do minimum, ostatnia powtórka miała miejsce po kolacji, potem do rana już tylko odpoczynek.
Reszta właścicieli miała do swojej dyspozycji plac na pobliskiej łące, gdzie chętni szlifowali głównie obrony.


30.07.2004

I nadszedł wreszcie dzień sądu... Ranek był zwyczajny, pomijając brak szkolenia przed śniadaniem. Po śniadaniu przewodnicy ustawili się na placu szkoleniowym, gdzie powitała ich sędzina Jana Svobodova. Potem całe przedpołudnie upłynęło na testach - najpierw indywidualnych, potem grupowych. Prawdę mówiąc egzaminy te trochę różniły się od tych w latach poprzednich. Zwykle największym problemem była chęć utarczek między samcami. Tym razem jednak mieliśmy kłopot z niedopracowanym zostawaniem na odłożeniu. W zasadzie każdy pies stracił jakieś punkty za te zadania - czasem ze swojej winy, czasem z winy innego psa, któremu udało się poderwać go z miejsca. Nie było to spowodowane strachem, ale niedoporacowaniem - psy biegły od razu do swoich właścicieli, którzy kibicowali przewodnikom. I to były właśnie te punkty, które brakły tym, którzy egzaminu nie zaliczyli (z 8 CzW egzamin zaliczyło 5). A tutaj są wyniki wilczaków:

ZOP
Lokata Pies Przewodnik Ilość pkt.
1. Ax z Údolí ticha Matthias Kollig (DE) 82 pkt.
2. Iky od Úhoště Tomáš Lukeš (CZ) 81 pkt.
3. Amber Wolf z Peronówki Ela Wojtko (PL) 79 pkt.
4. Tajga Passo del Lupo Laura Bonicelli (IT) 77 pkt.
5. Inka Jr. Eden severu Roland Berger (AU) 70 pkt.

Już podczas ZOP okazało się, że na dziś jeszcze nie koniec i czas dla nas znalazł sędzia psów ratowniczych. Po obiedzie zebraliśmy wszystkie papiery, wyłapaliśmy na terenie obozu wszystkie wolne osoby i ustawiliśmy je na trasie. Miały one wskazywać droge uczestnikom egzaminów wytrzymałościowych. Koło 14:30 13 właścicieli CzW załadowało się na rowery i ruszyło dwójkami na trase. To był rzeczywiście egzamin na wytrzymałości psów i przewodników (choć niektórzy woleli używać słowa "rzeźnia"): straszny upał, nagrzany asfalt pokryty roztopioną smołą i niewiele trasy biegnącej w cieniu. W kość dostały zarówno psy jak i ludzie i po pierwszym kole (10 km) z powodu poranionych łap odpadły dwa psy. Ja pokusiłam się na zalicznie testu VZ2, który od VZ1, czyli 20 km na rowerze, różni się tym, że 10 km się jedzie, a 10 km pokonuje marszobiegiem. W zasadzie upał nie przeszkadzał tak mocno jak słabo dobrane buty i poranione nogi, ale i tak udało się nam dotrzeć na mete wraz z uczestnikami egzaminu VZ1... A jak wyglądały wyniki? Biorąc pod uwage warunki, aż dziw, że tyle CzW zaliczyło ten test na ocenę doskonałą...

Lokata Pies Przewodnik Czas
VZ1
1. Alistair Wolf z Peronówki Veronika Hanušova (CZ) 104 min.
1. Merry Bell z Molu Es Przemek Peron (PL) 104 min.
2. Iowa Eden severu Kamil Kędzierski (PL) 106 min.
3. Amber Wolf z Peronówki Agnieszka Bartoszewska (PL) 107 min.
4. Ax z Údolí ticha Matthias Kollig (DE) 113 min.
5. Inka Jr. Eden severu Roland Berger (AU) 114 min.
6. Tajga Passo del Lupo Laura Bonicelli (IT) 117 min.
7. Arma van Goverwelle Letty de Graaff (NL) 132 min.
8. Dvorack van Goverwelle Richard Meisel (NL) 134 min.
9. Julie z Litavské kotliny Michaela Budska-Novoveská (CZ) 137 min.
VZ2
1. Jolly z Molu Es Margo Peron (PL) 138 min.

Po takim dniu psy się w zasadzie już na nic nie nadawały... Ale nie można było tego powiedzieć o ich właścicielach, którzy po kolacji i małej przerwie w komplecie stawili się na taboraku - ognisku, które zamykało pierwszy turnus obozu. Sił starczyło jeszcze na zabawe i siedzenie do później nocy...


31.07.2004

Mimo, że przyszedł weekend, organizatorzy i tak nie dali nam chwili odpoczynku. Co prawda nie trzeba było się zrywać rano z łóżka, ale i tak nie miałoby to zbytniego sensu, bo czcść psow usmażyła sobie łapy podczas wczorajszego biegu i nici byłyby z posłuszeństwa, czy obrony. Na to skusiły się jedynie psy, które VZ nie robiły. Po śniadaniu kolejne wyzwanie: zawody dla każdego, gdzie największą rolę odgrywała sprawność fizyczna, ale i odporność psa na miske pachnącego mięsa... Wink I to właśnie ilość punktów karnych zadecydowała o lokatach, bo czas przebiegu był u większości psów taki sam... My wybiliśmy się tutaj podwójnie, czas mieliśmy najlepszy, ale ponieważ Bolton narobił błędów (OK, nie tylko Bolo, bo ja też zapomniałam zaszczekać) dostaliśmy najgorszą lokate. A oto ostateczne wyniki:
Lokata Pies Przewodnik Czas
1. Ira z Litavské kotliny Venca (CZ) 1.07
2. Afar (OB) Pavel (CZ) 1.11
3. Merry Bell z Molu Es Przemek (PL) 1.24
3. Amalka (MIX) Verča (CZ) 1.24
4. Kendy z Litavské kotliny Veronika (CZ) 1.28
5. Jim (MIX) Martina (CZ) 1.30
5. Mina (ON) Lada (CZ) 1.30
6. Canis z Molu Karel (CZ) 1.31
7. Montre (ON) Slavka (CZ) 1.34
8. Tajga Passo del Lupo Laura (IT) 1.37
9. Jolly z Molu Es Karolina (PL) 1.40
9. Calu Kerstin (DE) 1.40
10. Tara (BC) Lada (CZ) 1.42
11. Kairo od Úhoště Bohdana (CZ) 1.47
12. Argo (ON) Dušan (CZ) 1.48
13. Annie (ON) Verča (CZ) 1.51
14. Inka Jr. Eden severu Birgit (AU) 1.53
15. Marco (Whippet) Veronika (CZ) 1.54
16. Sara (Cocker) Kačka (CZ) 2.01
17. Ava (MIX) Ela (PL) 2.04
17. Freeking z Molu Es Franta (CZ) 2.04
18. Vincent (MIX) Gunter (DE) 2.13
19. Lucky (GR) Laura (IT) 2.24
20. Bolton Eden severu Margo (PL) 2.34
Po obiedzie większość psów miała odpoczynek, a ich właściciele udali się na pobliski basen. Mieli przy tym szczęście, bo załapali się na pokaz średniowiecznej bitwy. My to popołudnie postanowiliśmy spędzić w ZOO. Zabraliśmy dwa psy, a dokładnie "nowe pokolenie" i w dwa auta ruszyliśmy do Dvůr Králové. Mimo upału i niewielkiej ruchliwości zwierząt na wybiegach zabawa była znakomita, a dokładniej interesujące reakcje gepardów i surikatek na nasze stado. Przy okazji zauważyliśmy, że na ten sam pomysł wpadli też inni właściciele - nie byliśmy tam nie tylko jedynymi uczestnikami obozu, ale też nie jedynymi wilczakami w ZOO. Teren opuszczaliśmy dokładnie w tym czasie, gdy słońce trochę się schowało i na wybiegi powróciło życie. Oczywiście tego dnia nie każdy się obijał, bo szkolenie trwało nadal i można było pracować z psem, choć jedynie indywidualnie. Wieczorem większość z "wczasowiczów" udała się do pobliskiej gospody, więc obóz świecił pustkami...
01.08.2004

I wreszcie nadszedł dzień, gdy mamy trochę wolnego... Oczywiście nie dosłownie, bo pracy jest ciągle dość, przyjechały nowe osoby, trzeba było porobić plany na przyszły tydzień i zaplanować egzaminy. Ale obóz jest pusty, bo kto tylko chciał, ten miał wreszcie szanse na odwiedzenie pobliskich miast, Pragi, czy ZOO, które my widzieliśmy wczoraj. W południe spadł też pierwszy deszcz podczas naszego pobytu w Lázně Bělohrad.....i zanim się obejrzeliśmy już przyszedł czas kolacji i oficjalne powitanie nowych osób. Po kolacji ruszyło szkolenie. Vaclav Zeisek zaprezentował dwa kolejne egzaminy, tym razem ZPU1 i ZZO, do których będą się przygotowywać uczestnicy w najbliższych dniach. Kto chciał ten mógł sprawdzić, na co stać jego psa, a uczestnicy ZPU1 rozpoczęli szkolenie pilnowania przedmiotu. Dzień zakończyła wspólna obrona, podczas której widać już różnice w porównaniu do zeszłego tygodnia, ale w wielu przypadkach także zmęczenie psów...i pozorantów. A od jutra ćwiczymy już według starego planu.


02.08.2004

Dziś czeka nas bardzo pracowity dzień, bo jutro ponownie przyjeżdża pani sędzina Jana Svobodova i część z nas ma drugą szanse na zdanie ZOP, a ci, którym się to udało mają okazje podejść do następnego stopnia, czyli egzaminu ZPU1. Z tego powodu dzień rozpoczyna posłuszeństwo w grupach, czyli przerobienie ćwiczeń grupowych z obu regulaminów. Po śniadaniu reszta przewodników miała okazje poszaleć wraz z psami na obronie grupowej. Dołączył do nas m.in. Blek Bariho dvůr, który zaprezentował reszcie psów jak powinny wyglądać pewne i pełne entuzjazmu ataki na rękaw. Także u naszych "początkujących" (szczeniąt i psów, które obrony jeszcze przed obozem nigdy nie robiły) widać ogromne postępy. Psy, które były dotąd niepewne, które czasem chowały się za kochaniutkim właścicielem stoją pewnie na placu bez strachu grażąc pozorantowi. I widać, że sprawia im to ogromną frajde... Ale największe zainteresowanie przyciągnęła 4-miesięczna Pegi z Litavské kotliny, która mimo młodego wieku zaprezentowała prawdziwie pracujący charakter. Od razu widać, co można wyciągnąć z wilczaka jeśli prace zacznie się już w młodym wieku.

Po obiedzie psy miały obowiązkową przerwe - nie ma przecież nic gorszego jak zniechęcenie psa do pracy zbyt intensywnym treningiem. Z tego powodu psy trafiły na łańcuchy, a właściciele wsiedli do aut i ruszyli do pobliskiego miasteczka na basen. Woda mimo że bardzo zimna dała nam świetną ochłode i zmyła zmęczenie. Po powrocie o 17:00 ponownie przygotowanie do jutrzejszych egzaminów ZOP i ZPU. Tym razem do grupy ZOP-kowców dołączyła Daiva z Litwy. Od początku było widać, że psy wiedzą już wszystko, a do jutrzejszego testu porzeba tylko szczęścia, aby nie popełnić głupich błędow.

Wieczorem jak zwykle w poniedziałek wieczorek taneczny i niezapomniane konkursy organizowane przez Vaclava Zeiska. Bo trudno zapomnieć wrażenia, gdy wchodzi się na sale, a wszyscy siedzą tam jedynie w slipkach....


03.08.2004

Dziś pobudka trochę później, bo z powodu egzaminów odpadło nam ćwiczenie przed śniadaniem. Po śniadaniu okazało się, że niestety sędzina nie będzie mogła stawić się na czas, więc ocena rozpocznie się z pewnym przesunięciem. A napięcie rosło, bo czekanie zawsze jest najgorsze...

Aby nie tracić czasu część z nas (ta która miała luz psychiczny, bo nie robiła egzaminu) udała się na wspólne szkolenie obrony. Koło południa na terenie obozu pojawił się samochód sędziny i kilka minut po 12:00 można było wreszcie przystąpić do oceny. Do testów przystąpiło 10 psów: 4 na ZOP (z tego 2 CzW), 5 na ZPU1 (w tym 3 CzW) i jeden pies (GR) na ZPU2. Psom na ZOPce poszło nieźle - w zasadzie jedynym problemem z jakiś borykali się właściciele była niechęć do dłuższego pozostawania na miejscu i właśnie to ćwiczenie kosztowało ich najwięcej punktów. Ale i tak oba CzW bez większego problemu zaliczyły ten egzamin. Natomiast psy na ZPU1 prześladował pech. Świetnie przygotowana Jessika zdecydowała, że wcale się jej tu nie podoba i ruszyła do domu zostawiając właściciela samego na polu walki. Także Ikiemu egzamin nie przypadł do gustu i stracił punkty za aport i pozostawanie na miejscu. Najlepiej poszło Amber Wolf z Peronówki - był już tak blisko zwycięstwa.... Doskonale zaliczył posłuszeństwo, nie robiły mu problemu słabe punkty wilczaków i z chęcią zaliczył aport i szczekanie na komendę. Jedyną wpadką było ćwiczenie dotąd dla niego najłatwiejsze, a mianowicie przeszkoda 'A'. Zawsze przez nią skakał, ale akurat na egzaminie zadecydował, że lepiej obejść ją z boku...i już było 10 punktów mniej. Posłuszeństwo grupowe wraz z maliniakami zdał świetnie - zamiast negatywnie rzucać się w oczy, przygotowaniem deptał po piętach Afarowi, prezentującemu bardzo wysoki poziom i znacznie przewyższał drugiego BO z tej samej grupy. Jednak gwoździem do trumny było pilnowanie przedmiotu - nie jest to ćwiczenie, które wchodzi w skład typowego zestawu szkoleniowego, więc psy uczyły się go dopiero na obozie. Amber nie zrobił tego, co przy tym ćwiczeniu jest wymagane i za bardzo odalił się po ataku od pilnowanego przedmiotu, za co całe ćwiczenie zaliczył na 0 punktów. Ale wszystkie te psy na pewno spróbują swoich sił już na następnym obozie...

ZOP
Lokata Pies Przewodnik Ilość pkt.
1. Calu Gunter Baldschun (DE) 90 pkt.
2. Harmonia Eden severu Daiva Rimaityte (LT) 72 pkt.

Po obiedzie w nagrodę wsiedliśmy w auta i ruszyliśmy do znajdującego sie niedaleko obozu krateru wygasłego wulkanu, na tzw. sopkę. Potem na ochłodzenie psy miały sanse na kąpiel. Po kolacji ponownie szkolenie, a dokładnie szlifowanie elementów grupowych na jutrzejsze ZZO.


04.08.2004

Tym razem mała zmiana planów i zamiast po śniadaniu egzaminy zaczęły się już o godzinie 7:30. Do testu ZZO przystapiło 8 psów (w tym 6 CzW), a dwa rottweilery próbowały sił na ZM. Tym razem psy były już dosyć zmęczone, więc nie było większych problemów z odłozeniem. A i zagraniczni goście świetnie pojmowali czeskie komendy, więc tłumaczenie można było ograniczyć do minimum. I mimo, że pani sędzina Hana Golhova sędziowała bardzo ostro 4 CzW mogą dopisać do swojego spisu zaliczony egzamin ZZO. Największe problemy sprawiało pozostawianie (to chyba hit tego roku) właśnie z tego powodu odpadły oba CzW. Najlepiej poszło ponownie Amber Wolfowi z Peronówki, który jako jedyny w pełni wykonał wszystkie ćwiczenia, a punkty tracił na niedociągnięciach w szkoleniu, czyli na drobnostkach. Piętą Achillesa pozostałych psów był właśnie aport, ale widać, że u wielu z nich chęć aportowania jest, a poszostaje tylko ją doszlifować.

ZZO
Lokata Pies Przewodnik Ilość pkt.
1. Amber Wolf z Peronówki Ela Wojtko (PL) 55 pkt.
2. Inka Jr. Eden severu Roland Berger (AU) 46 pkt.
3. Calu Gunter Emmerich (DE) 45 pkt.
3. Ax z Údolí ticha Matthias Kollig (DE) 45 pkt.

Ponieważ wytchnienie należalo się zarówno psom, jak i włascicielom, więc po obiedzie udaliśmy sie kolumną samochodów do Prachovskich skal (oczywiście jedynie z psami, które w czwartek miały mieć wolne), czyli miejsca, gdzie najłatwiej jest spotkać rozbójnika Rumcajsa... Na miejscu można było odpocząć jedynie psychicznie, bo z powodu wspaniałej pogody po zaliczeniu drugiej trasy pot lał się z nas strumieniami. Ale warto było tam jechać, bo widoki są rzeczywiście wspaniałe, a po takiej wspinaczce zimne piwo w schronisku przy parkingu smakuje potem zaprawdę wyśmienicie.

Wieczór spędziliśmy na przygotowaniu się do jutrzejszego egzaminu, który miał być najtrudniejszym z tych zaplanowanych na czas obozu, czyli do BH. Same ćwiczenia w BH są łatwe, jedynie chodzenie koło nogi na smyczy i bez, odłożenie podczas marszu do pozycji waruj i siad i pozostawanie na miejscu na komendę waruj. Ale bardzo ostry sposób oceniania, wymaganie radosnego wykonywania zadań i zakaz wydawania komend podczas marszu powoduje, że BH bardziej przypomina zawody niż zwyczajny egzamin. Dlatego tego dnia nie było siedzenia po nocy, bo do testu trzeba podejść w szczytowej formie...


05.08.2004

Czwartek rozpoczął się jak dla nas bardzo wcześnie, bo o godzinie 7:00 śpimy nie tylko my, ale i psy. Tym razem o 7:00 staliśmy już na placu, gdzie powitała na sędzina Hana Golhova. Wyzwanie podjęło 10 przewodników, z tego 5 CzW. Ocena szła szybko, bo BH jest energicznym egzaminem, gdzie wszystko musi być wykonane bardzo szybko i nie ma miejsca na ociąganie się. W wielu przypadkach pokazał się brak doświadczenia psów, które nie potrafiły sobie poradzić bez komend, ale także problemy właścicieli z zapanowaniem na własnym ciałem, przez co stale tracili punkty na podwójnych komendach. Ale prawdę mówiąc wiekszość właścicieli znała swoje słabe punkty i doskonale wie, nad czym mają pracować do przyszłego roku.

Na pierwszy ogień poszedł Amber Wolf z Peronówki. Widać było jednak już po nim zmęczenie egzaminami i stale obolałe łapy po piątkowym egzaminie VZ1. Mimo tego zaliczył wszystkie elementy i robił to dokładnie. Czego brakło to właśnie chęć do pracy - ale co się dziwić po dwóch tygodniach intensywnego treningu. O wiele bardziej zmęczonym psem była Calu, która w pewnym momencie najzwyczajniej postanowiła zastrajkować i całe ćwiczenia zrobiła bardzo powoli. Te same błędy były widoczne także u Inki i Axa. A dodatkowo do punktów karnych doszło jeszcze słabe odłożenie. Nad tym muszą jednak popracować wszystkie wilczaki. Co pozytywnie rzucało się w oczy, to brak u psów reakcji na strzał. Podnoszenie było więc związane z niedopracowaniem, niż z reakcja na strzał z pistoletu. Ostatnim startującym wilczakiem była Jolly z Molu Es. Miała trudną konkurencje, bo startowała w dwójce z maliniakiem Afarem (co tu dużo gadać - najlepiej wyszkolonym psem na obozie). Mimo tego stanęła na wysokości zadania i uzyskała największą ilość punktów z posłuszeństwa. Oczywiście Jolly nie byłaby wilczakiem, gdyby czegoś nie wtopiła. Tym razem było to pozostawanie na "waruj". Było to coś, co miała świetnie opanowane. Jednak tego dnia zdecydowała się na spacerki, co zarezultowało stratą wszystkich punktów za pozostawanie na miejscu, a w rezultacie dużo słabszą lokatą. Mimo wszystko dostaliśmy od sędziny pochwałe za doskonałe przygotowanie i sportowe wykonanie wszystkich elementów. Co biorąc pod uwagę, że startowały też rasy o wiele łatwiejsze w prowadzeniu jak maliniaki, rottki, goldeny, czy ON, ma ogromne znaczenie. Dodatkowe elementy oba wilczaki, które dostały się do finałów zaliczyły bez żadnych problemów. A jak ostatecznie wypadły wilczaki?

BH
Lokata Pies Przewodnik Ilość pkt.
1. Amber Wolf z Peronówki Ela Wojtko (PL) 86 pkt.
2. Jolly z Molu Es Margo Peron (PL) 83 pkt.

Po rozdaniu świadectw przyszedł czas na odpodzynek, ale po obiedzie ponownie zaplanowano zwiedzanie. Tym razem ruszyliśmy na północ na zwiedzanie grodu Pecka. Ciekawostką i pomysłem godnym naśladowania było to, że do tamtejszego muzeum można wchodzić z psami i było widać, że dzięki takiemu nastawieniu Pecka na zawsze kilku zwiedzających więcej. Ponieważ pogoda dopisała to po zwiedzaniu zamiast do obozu zrobiliśmy skręt i udaliśmy się na tamtejsze kąpielisko, gdzie zostaliśmy aż do kolacji. Na wieczór dodatkowo rozruszaliśmy psy na szkoleniu obrony, a następnie udaliśmy się do jadalni, gdzie nastąpiły oficjalne zaślubiny Iry z Litavské kotliny (reprezentowanej przez Vaclava Zeiska) oraz Amber Wolfa z Peronówki (reprezentowanego przez Elę Wojtko). Potem bawiono się aż do późnych godzin - tym razem już nikt z nas nie musiał wstawać z rana.


06.08.2004

Dzisiejszy dzień był już bardzo spokojny. Z powodu wysokich temperatur i zmęczenia psów szkoleniem odpadł na egzamin wytrzymałościowy na 40 km, czyli ZVP1. W nocy i nad ranem część uczestników ruszyła do domów. Ci co pozostali udali się do lasu na zbieranie drzewa na ognisko. Tuż po południu 'taborak' był już ustawiony, a kto chciał udał sie na pożegnanie z miastem lub jedno z pobliskich kąpielisk. Wieczorem oczywiście zawody zręcznościowe. Właścicieli mniej, ale startujących masa. Tak jest zawsze, gdy elementem zawodów jest wypicie kieliszka likieru. Ostatecznie wyniki wyglądały następująco:

 

Lokata Pies Przewodnik Czas
1. Ares (BO) Pavel (CZ) 0.40
2. Merry Bell z Molu Es Margo (PL) 0.47
3. Harmonia Eden severu Daiva (LT) 0.49
4. Jolly z Molu Es Margo (PL) 0.51
5. Acarka Vlčí pohled Marcela (CZ) 0.53
6. Aura (BO) Pokorna (CZ) 0.55
7. ? (MIX) Kerstin (DE) 0.57
8. MIX Rehacek (CZ) 1.00
9. ? (MIX) Rusbrova (CZ) 0.51
10. Bobik (MIX) Eva (CZ) 1.10
11. ? (MIX) Rehackova (CZ) 1.15
12. Calu Gunter (DE) 1.17
13. Vincent (MIX) Gunter (DE) 1.24
14. Tajga Passo del Lupo Laura (IT) 1.34
15. Ira z Litavské kotliny Vaclav (CZ) 1.51
16. Bolton Eden severu Przemek (PL) 1:54
17. Blek Bariho dvůr Romana (CZ) 2.14
18. Růženka z Molu Es Karel (CZ) 2.35

Po zawodach chwilka na zaczerpnięcie oddechu i startujemy z ogniskiem. Ci najbardziej wytrzymali siedzieli do późnej nocy....


07.08.2004

O sobocie napisze już dziś (tzn. w piątek), bo wiele rzec o niej nie można. Zaraz po śniadaniu ruszamy w droge - przed nami 450 km do Podkonice-Pleše, gdzie dziś rozpoczyna się obóz organizowany przez słowacki Klub Hodowców Czechosłowackich Wilczaków. Ale o tym już w następnym artykule...


PODSUMOWANIE

Na początek kilka statystyk. Na terenie obozu w pierwszym tygodniu przebywało w sumie 66 psów - najwięcej CzW (35), oprócz tego owczarki niemieckie, rottweilery, goldeny, maliniaki, whippet, pudel, spaniel, stafik i spora grupka mieszańców. Więcej już być nie mogło, bo nie tylko zajęte były wszystkie domki i pokoje, to jeszcze trzeba było otworzyć dodatkowy budynek, dla osób, które zapomniały wcześniej zgłosić swój przyjazd. W drugim tygodniu, poświęconym przede wszystkim egzaminom, ilość ta trochę się zmniejszyła, ale na placu nadal było 26 CzW i 17 psów innych ras. Zaliczano wszystkie możliwe egzaminy - ZOP, VZ1, VZ2, ZZO, ZM, ZPU1, ZPU2 i BH. Z powodu wysokich temperatur wypadł nam jedynie test ZVP1. Rekordzistą obozu został Amber Wolf z Peronówki, który zaliczył 4 egzaminy, ale i reszta stawki deptała mu po piętach.... Sędziowie oceniali psy 55 razy - 16 robiło ZOP, 12 VZ1, 1 VZ2, 5 ZPU1, 1 ZPU2, 8 ZZO, 2 ZM i 10 BH. To czyni Lázně Bělohrad największym obozem szkoleniowym dla CzW i jedynym, na którym można zaliczyć cały zestaw egzaminów.
Właściciele psów przyjechali z Czech, Polski, Niemiec, Austrii, Holandii, Francji, Włoch i Litwy. Osobiście dosyć się obawiałam o gości zza "zachodniej" granicy. Po pierwsze miło zaskoczył mnie poziom ich psów - oczekiwałam, że trzeba będzie tłumaczyć wszystko od początku i przerabiać podstawy, ale bez problemu dołączyli do grupy szkolących i z powodzeniem zaliczyli nawet po kilka egzaminów. Druga obawa związana była z tłumaczeniami - uczyli się jednak szybko i po kilku dniach opanowane mieli już wszystkie czeskie komendy. Co prawda meldowanie u sędziego często musiało być jeszcze odczytywane z kartki, ale przy ognisku, czy na zabawie tłumacz mógł już sobie robić wolne... Wink Co tu dużo mówić: tegoroczny obóz w Lázně Bělohrad był ogromnym sukcesem. Ilość miejsc jest tam zawsze ograniczona, więc związane to było głównie z zasadą: jakość, a nie ilość. Często na obóz przyjeżdżali także właściciele, którzy chcieli wypocząć i dobrze się zabawić (najchętniej bez psa). W tym roku mieliśmy w zasadzie samych psiarzy, z których duża część chciała przywieźć do domu jakiś certyfikat. Stąd tak wysoka statystyka zaliczanych (jak i zaliczonych) egzaminów.
Oczywiście obóz moze robic każdy, ale obóz taki byłby niczym bez Vaclava Zeiska. Kto był choć raz w Lázně Bělohrad ten wie o czym mówie.. Wink Gdy trzeba było coś załatwić, zorganizować wycieczkę, załatwić sędziego, czy przećwiczyć dany element do egzaminu - zawsze był do dyspozycji. To właśnie dzięki niemu obóz ten ma swój niepowtarzalny urok. Do tego dochodzi oczywiście cała ekipa VamaTremp, której w tym miejscu chciałabym serdecznie podziękować.
Nie sposób też pominąć pracy pozoranta Ladi Šímy, który radzi sobie nie tylko z dobrze wyszkolonymi "IPOwcami", ale i czasem z mało pewnymi siebie wilczakami, które na obronie są po raz pierwszy. Nieraz udawało się mu zrobić mały cud - na obóz przejechałam ze strachliwą suczką, która trafiła do naszego domu na miesiąc przed wyjazdem. Na pierwszym szkoleniu cały czas kryła się za moimi nogami. Na koniec obozu mężnie stała już na metrowej lince chętnie atakując pozoranta. Przed nami jeszcze maaasa pracy, ale po tych dwóch tygodniach u wielu psów było widać spore postępy. Miejmy tylko nadzieje, że właściciele nie zrobią sobie teraz wolnego, ale będą kontynuowali szkolenie także na swoim placu szkoleniowym. Jeśli nie ...to za rok znowu będa mieli szanse poćwiczyć w Lázně Bělohrad ze świetnym pozorantem mającym dobre podejście także do naszej rasy...
Osobne podziękowania należą się Luci Novoveskej, która zamiast ćwiczyć ze swoimi psami zajmowała się robotą papierkowa, której z powodu dużej ilości egzaminów była naprawdę masa. Świetnie pełniła też role sędziny na treningu wystawowym i role nadzorcy chowu w treningu do bonitacji.
Ale cały obóz, jego atmosferę stanowią osoby, które tam przebywają; od nas zależy, czy będziemy się dobrze bawić i czy miło spędzimy ten wolny czas. W tym roku to się chyba udało. W każdym razie my czuliśmy się doskonale i miło spedziliśmy oba tygodnie. Swój ponowny przyjazd zapowiedzieli także zagraniczni właściciele wilczaków. I ja mam nadzieje, że spotkamu się w Lázně Bělohrad ponownie za rok w tym samym zestawieniu...lub może w jeszcze wiekszym gronie....

Margo (Polska)