Letni obóz dla wilczaków - 07.2008 Lázně Bělohrad (CZ)

1 post / 0 new
Portret użytkownika Margo
Nieobecny
Zarejestrowany: 12/14/2010
Wpisy: 3287
Letni obóz dla wilczaków - 07.2008 Lázně Bělohrad (CZ)

Letni obóz dla wilczaków - 07.2008 Lázně Bělohrad (CZ)Letni obóz szkoleniowy w Lazne Belohrad powoli dobiega końca.... Przed nami już tylko 2 dni egzaminów, pożegnalne ognisko i wyjazd do domu....lub na kolejny obóz.. Wink Czas na małe streszczenie....

Od początku obóz prześladował pech. Najpierw dotyczył uczestników, którzy kolejno musieli odwoływać swój udział..

Potem przeniósł się na osoby, którym mimo wszystko na obóz udało się dotrzeć... Wink Nie było dnia, aby nie było jakiegoś mniejszego czy większego wypadku... Wink

Do Lazne Belohrad dotarłam w niedziele po ciężkiej walce z ruchem ulicznym, gdzie auta wlekły się po drodze zamiast jeździć choćby z dozwoloną prędkością... Na teren obozu dotarłam więc w zasadzie jako ostatnia.. Cale szczęście dziewczynom udało się dogadać i otrzymały swoje domki bez mojej pomocy.

Od poniedziałku rozpoczęło się szkolenie - standardowo - przed śniadaniem tropienie, po śniadaniu posłuszeństwo, potem obrony indywidualne. Po obiedzie kolejno szkolenie wystawowe i do bonitacji, posłuszeństwo (w tym przygotowanie do egzaminów) i obrona grupowa.

W poniedziałek wypad do miasta, aby zobaczyć co się przez ten rok zmieniło. Potem spacer do parku po wodę mineralną. Odwiedziny pływającej wyspy i niebieskiego źródełka (w tym roku fantastycznie przebudowanego). Wieczorem zabawa - wieczorek zapoznawczy.

Wtorek to jeden z fajniejszych wyjazdów, czyli wizyta w ZOO w Dvur Kralove. Jak zawsze z psami, które miały z tego wspaniałą zabawę... Zresztą nie tylko one... Wink

Środa to dzień sportu - zabawy dla dzieci i dorosłych. Zawody tenisa stołowego na "trochę" zmodyfikowanym stole... Przy wieczornym spacerze ze swojego wypadu do lasu z pociętymi łapami wrócił Anomad... Po wizycie u weterynarza (zszytej łapie i ścięgnie) jego właściciele zdecydowali się na powrót do Holandii. Anomad miał unikać wysiłku i zabaw, a wśród bandy wilczaków nie jest to możliwe... Wink

W czwartek wspólny wyjazd na poszukiwanie Rumcajsa, czyli do Prachovskich skal, a zaraz potem dla "ochłody" na piwo do średniowiecznej restauracji-browaru w Detenicach... A wieczorem.. dyskoteka...

W piątek odbyły się pierwsze egzaminy... My na słodko-kwaśno... Juvart zdecydowała się nie zostawać na miejscu, więc miała zdawać ponownie we wtorek, a wielkim zaskoczeniem okazała się Ibona, która zakończyła egzamin ZOP z największą ilością punktów z 6 startujących tego dnia wilczaków...

Weekend rozpoczęły w sobotę rano egzaminy ZVP. 40 km w słońcu i po roztopionym asfalcie to coś czego długo się nie zapomina.... Nic dziwnego, że sprawność psów i ich właścicieli zrobiła na sędzinie duże wrażenie... ale co się dziwić... W bardzo trudnych warunkach, na rozmokłej trasie bardziej podobnej do tej dla zawodów w bikejoringu (skały, dużo ostrych zjazdów i podjazdów) niż trasy na spokojną jazdę, dodatkowo w wysokiej temperaturze psy miały lepsze czasy niż np. psy niemieckie, które ten sam egzamin zdawały u siebie w idealnych warunkach (chłodna pogoda, prosta przyjemna trasa)...
Eligo też nie wyszedł z tego bez szwanku - przypiekł sobie łapę. I tak ZVP1 stal się jego pierwszym i ostatnim egzaminem zaliczonym na obozie...

W niedziele w nocy ruszyłam w kierunku Katowic, by na rano dotrzeć na wystawę do Będzina... Wystawa się udała... później było już gorzej - okazało się, że Juvart, która została w Lazne postanowiła zrobić sobie "spacerek". Długo już nie pokonywałam takiej trasy tak szybko.. Całe szczęście zanim dotarłam uciekinierka co prawda brudna i śmierdząca była już dzięki Kasi i Marceli na swoim miejscu koło domku... Cała i zdrowa, choć lekko kulejąca na przednia łapę... krótko mówiąc drugi przygotowywany wilczak odpadł mi z egzaminów...

Z tego powodu drugi tydzień był dla mnie tygodniem wypoczynku - żadnych egzaminów, żadnego stresu... NUDA... Wink

Nie, żeby nie było milo, ale zawsze atmosferę podgrzewało oczekiwanie na testy, przygotowania, zdawanie egzaminów, a potem ich świętowanie.. Lazne Belohrad bez podchodzenia do "zkousek" to już nie to... Wink

Tak więc cały tydzień mija nam na odpoczynku - w taka pogodę (temperatury mamy wariackie) nawet egzaminy zaczynają się skoro świt, a niektóre tak jak TART odbywają w nocy. Psy wylegują się w cieniu drzew, na spacery chodzimy dopiero po zmroku... Od czasu do czasu jest wyskok, czy to do miasta, czy na basen. Wczorajszy wieczór spędziliśmy ponownie w Detenicach tańcząc na stołach, kibicując połykaczom ognia i polując na czarownice...

Większość obozowiczów jest na basenie. Jutro co świt czekają nas egzaminy IPO, potem wypad do Detenic, a wieczorem sławne zawody Valcava i pożegnalne ognisko.... W sobotę rano wyjazd...

Kończy się kolejny obóz w Lazne Belohrad. Trochę inny niż te, które dotąd mięliśmy... Bardziej pechowy, nie tak szalony, ale te bardziej odprężający... Jaki będzie ten za rok...? To już zależy jak zwykle od nas... W każdym razie mnie na 100% na nim nie zabraknie... Wink