2003.07.27-08.09 - Letni obóz w Lázně Bělohrad (CZ)

Do Lazne Belohrad przyjechaliśmy, jako jedni z pierwszych, rano tuż po godz. 10:00. Znalezienie miejsca obozu oczywiście nie stanowiło żadnego problemu, gdyż na obozie jesteśmy nie pierwszy raz... Moglibyśmy trafić tu po ciemku.

27.07.2003

Po rozpakowaniu się witaliśmy nadjeżdżających znajomych. W sumie do końca dnia stawiło się trochę ponad 20 wilczaków i kilka psów innych ras. Po kolacji został ustalony plan szkoleń i wyjazdów na najbliższy tydzień. Jeszcze długo potem siedzieliśmy i opowiadaliśmy sobie najśmieszniejsze historie, jakie przydarzyły nam się z wilczakami. A prawdziwy początek obozu już jutro rano o 7:30 (tropienie)...


28.07.2003

Dzień zaczął się dla nas już o 7:30, gdyż trzeba było wstać na poranne tropienie. Mimo tak wczesnej godziny na łące pojawiło się 6 osób ze swoimi psami. Ponieważ było to pierwsze tropienie na obozie, miało ono bardziej charakter wprowadzający. Václav Zeisek przedstawił wszystkim możliwe sposoby nauczenia psa odpowiedniego tropienia - równiez omawiał problemy, z którymi spotykają się przede wszystkim właściciele wilczaków. Mimo nieprzyjaznej pogody i drobnego deszczu nikt nie żałował, że tak wcześnie wstał.

Tuż po śniadaniu o 9:00 była obrona. Tutaj z wiadomych względów uczestnictwo było największe. Pozoranci, Václav Zeisek i Lada Šíma pracowali w pocie czoła, by pozwolić każdemu z kilkunastu psów sprawdzić się bądź to na rękawie (dla psów dorosłych) bądź to na wałku lub szmatce (dla szczeniaków i psów dopiero zaczynających trening obrończy).

Po obiedzie o 14:00 odbyło się szkolenie przygotowujące młode psy i szczeniaki do wystaw oraz bonitacji. Trening prowadziła sędzina i poradca chowu Monika Soukupová.

O 17:00 przyszedł czas na posłuszeństwo w grupie, gdzie ćwiczono podstawy (przywołanie, chodzenie przy nodze), ale też już bardziej zaawansowane elementy, jak aport, czy pokonywanie przeszkód. Potem każdy mógł ćwiczyć już indywidualnie.

Po kolacji o 19:00 już tylko krótka sesja obrony. Tym razem podzielono psy na dwie grupy: początkującą i zaawansowaną. I na tym skończył się dzień szkoleniowy, a zaczął odpoczynek. Wieczorem dla zregenerowania sił odbyła się zabawa w kantynie.


29.07.2003

Z powodu wczorajszej imprezy dzisiejszy poranek był bardzo spokojny. Tylko nieliczni stawili się na śniadaniu na czas. I nic dziwnego. Najbardziej wytrwali bawili się ubiegłej nocy nawet do 4:00 rano. Nie było też wielkiego tłoku na obronie - lepiej dla nas, bo pozorant mógł nam poświęcić więcej czasu.

Po obiedzie część z nas udała się na trening wystawowy i przygotowujący do przeglądu hodowlanego, a kilku chętnych (w tym i my) zrobiliśmy małą wycieczkę na "sopke" (co po czesku nie znaczy nic innego jak krater wygasłego wulkanu). Warto było - mimo, że krater od lat porośnięty jest drzewami, to zwały żużlu i wspaniałe jaskinie robią wrażenie. W powrotnej drodze odbiliśmy na kąpiel w leśnym jeziorku. Była to miła ochłoda dla nas i czworonogów.

O godz. 17:00 odbyły się szkolenia grupowe i indywidualne przygotowujące do egzaminów ZOP, ZPU1, ZZO oraz BH. Szkolenie to przeciągnęło się aż do kolacji, po której część uczestników udała się na nocne safari do ZOO w Dvůr Kralove, a reszta według plany na wieczorne obrony. To dopiero drugi dzień, a już widać duże postępy jakie zrobiły niektóre psy dzięki świetnej pracy pozoranta Lady Šímy (który właśnie w tym roku pomyślnie zaliczył egzaminy i stał się pierwszym w klubie pozorantem z "papierkiem") wspieranego przez Václava Zeiska. Szkolenie to zakończyło się praktycznie tuż po zachodzie słońca, bo oprócz "standardowej" obrony ćwiczyliśmy też dodatkowe elementy, jak pilnowanie przedmiotu, rewirowanie itp.


30.07.2003

Dzisiejszy dzień został ogłoszony dniem sportowym i równolegle do normalnych zajęć odbywały się zawody dla dzieci i dorosłych. Standardowo po śniadaniu zaczęła się obrona. W tym momencie wprowadzono nowy element, znany niektórym z ćwiczeń TARTowych. Pozoranci chowają się za zasłoną, natomiast wszystkie psy biegną w ich stronę przy czym właściciele pobudzają je głośnymi krzykami. Dwa pierwsze psy mogą zaatakować pozorantów, reszta psów tylko w tym towarzyszy. Ćwiczenie to miało na celu odpowiednie pobudzenie psów, by zmotywować je na obronie. Bardzo szybko przyniosło to pierwsze rezulataty i już u kilku psów powoli widać było pasję do obrony.

Po obiedzie planowo udaliśmy się na trening przedwystawowy i przygotowujący do bonitacji: ćwiczyliśmy sprawdzanie zębów, prezentowaliśmy psy w pozycji wystawowej i w ruchu. Przyszedł też i czas na ćwiczenie do przeglądu hodowlanego - psy musiały znosić mierzenie wysokości w kłębie, długości łap, uszu czy długości ciała. Ponieważ część urlopowiczów zrobiła sobie wycieczkę (w tym nasz pozorant) test charakteru został przesunięty na wieczór.

Posłuszeństwo o godz. 17:00 było bardzo rozbudowane. Ćwiczono nie tylko podstawowe elementy w grupie, ale też ćwiczenia specjalne z zakresu ZPU1, ZZO i ZOP. Na koniec włączono jeszcze do tego rewiry.

Przy kolacji zaprezentowano zwyciężców sportowych, którym wręczono pamiątkowe dyplomy. A wieczorem przyszedł czas na dyskotekę...


31.07.2003

Dzisiejszy dzień stał pod znakiem wycieczki do Prahovskich skał. Komu ta nazwa nic nie mówi, wyjaśniamy, że jest to miejsce niedaleko Jičina, gdzie swoją siedzibę miał rozbójnik Rumcajs. Tuż po śniadaniu załadowaliśmy się wraz z psami do samochodów i kolumną ruszyliśmy na poszukiwanie tej historycznej postaci. Z tego też względu wypadły nam ranne i popołudniowe ćwiczenia. Siejąc zamęt na drodze, jako że musieliśmy pilnować, aby żadne z aut się nie zgubiło dotarliśmy szczęśliwie na miejsce. Po zbiórce, pod przewodnictwem Václava Zeiska ruszyliśmy w góry. Wspólnie przeszliśmy malowniczą żółtą trasę, bardziej wytrwali (w tym i my) ruszyli jeszcze by zrobić kółko trasą zieloną. Tradycyjnie już Venca, który jest również przewodnikiem turystycznym u wszystkich mijających nas turystów kontrolował bilety wstępu. Był coraz bardziej rozczarowany poprawnością urlopowiczów. Wreszcie jego wysiłki opłaciły się i znalazł rodzinę bez biletów. W tym momencie odegrała się już tradycyjna "szopka": Venca poważnym głosem oświadczył, że będą oni musieli zapłacić wysoką karę, udzielił im nagany. Gdy turyści wpadli już w porządny popłoch, oświadczył im, że mają dziś szczęście, iż jest w dobrym humorze, więc wystarczy, gdy mu coś zaśpiewają Wink)) Niestety nie usłyszeliśmy piosenki w ich wykonaniu, gdyż jedna osoba z naszej grupy próbowała nagrać wszystko na kamerę wideo i przyłapani wczasowicze myśleli, że to telewizyjny program "Ukryta kamera".

Po trasie, która wyczerpała nie tylko ludzi, ale i psy w pobliskim schronisku zafundowaliśmy sobie dużą porcję lodów i zimne napoje, w tym tradycyjne czeskie piwo. Po obiedzie, który tym razem zjedliśmy w mieście, jako że wycieczka trwała do popołudnia, wróciliśmy do obozu. Starczyło nam czasu na krótki odpoczynek, po którym ruszyliśmy na szkolenie posłuszeństwa. Tutaj tradycyjnie ćwiczyliśmy elementy w grupie, jak i indywidualne szkolenie, gdzie potrzebna jest grupa osób (egzaminy BH i ZZO). Po kolacji oczywiście obrona. Pod nieobecność Iky'ego od Úhoště pojawiły się dwie nowe gwiazdy szkolenia obrończego, które mimo, że dopiero zaczynają swoją pracę na rękawie, już prezentują piękny pełny chwyt: Kairo od Úhoště i Merry Bell z Molu Es. Po zajęciach grupowych bardziej doświadczone psy mogły wykazać się na rewirach i ćwiczeniach z zakresu ZVV1, IPO1 i SchH1.


01.08.2003

Cały dzisiejszy dzień przygotowaliśmy się do jutrzejszych egzaminów ZOP i ZPU1. Rano ćwiczyliśmy obrony w trochę zmienionym składzie, by nie pobudzać zbytnio psów. Po obiedzie przyszedł czas na szkolenie do bonitacji i wystaw. Tym razem ćwiczyliśmy test charakteru i reakcje na strzał. Tu okazało się, że przedobrzyliśmy z cwiczeniem naszej Merry Bell. Owszem, na strzał nie reaguje oczywiście strachem, ale po jego dźwięku niecierpliwie wyczekuje co też ciekawego będziemy dalej robić.

Wieczorem były obrony, gdzie udział brało kolejne CzW - do Kendiego z Litavské kotliny, Freekinga z Molu Es oraz Faty Břevnovská stopa dołączył jeszcze Bolton Eden severu. Następnie przyszedł czas na indywidualne zajęcia z obrony: rewiry, atak na pozoranta oraz przygotowanie do jutrzejszego egzaminu ZPU1, czyli pilnowanie przedmiotu.

Ponieważ jutro część z nas już wyjeżdża, pierwszy tydzień obozu zakończył się tradycyjnym "taborakiem", czyli ogniskiem, przy którym się śpiewało, piło piwo i piekło kiełbaski. Tuż przed rozpoczęciem wspólnego wieczoru powitaliśmy kolejnego wilczaka - z Polski wraz z właścicielem i jego rodziną przyjechał Dragon Eden severu. Do końca ogniska doczekali tylko naprawdę zdeterminowani urlopowicze i udali się spać po 2:00 rano.


02.08.2003

Porządek dzisiejszego dnia zaburzyły poranne egzaminy. Po śniadaniu tuż po godz. 9:00 przyjechała pani sędzina Jana Svobodová i osiem psów (4 na ZOP i 4 na ZPU1) stawiło się na placu szkoleniowym. Pogoda tym razem nie dopisała, było straszliwie gorąco, a na słońcu nie można było wytrzymać nawet kilku minut. Wpłynęło to na widoczne obniżenie jakości ćwiczeń psów w porównaniu do tego, co prezentowały w dniach poprzednich. Główne problemy psów na ZOPce, to posłuszeństwo bez smyczy, a w egzaminie ZPU1 problemy robiły aport i szczekanie na komendę. Mimo tego egzaminy zakończyły się sporym sukcesem i kilku wilczakom przybyły nowe zaliczone testy:

Pies:
Egzamin:
Freeking z Molu CSZOP
Kendy z Litavské kotlinyZOP
Merry Bell z Molu EsZOP
Dragon Eden severuZPU1
Iro od ÚhoštěZPU1
Jolly z Molu EsZPU1

Po południu przyszedł czas na odpoczynek. My wraz z psami udaliśmy się na zwiedzanie miasta, parku zdrojowego i wizytę w kawiarence. Z powodu zmiany turnusów nie było dziś kolacji. Na to jednak nikt nie narzekał, gdyż w zamian zaplanowano na wieczór wspólne grillowanie. "Wspólne" to w sumie za dużo powiedziane, bo o wszystko troszczyli się właściciele Faty Břevnovská stopa - to oni przygotowali jedzenie, to oni grillowali, a nasza rola ograniczyła się jedynie do opychania się świetnie przyprawionym mięsem. Po takiej kolacji można już było tylko udać się na wieczorny odpoczynek.


03.08.2003

Ponieważ dzisiaj była niedziela, nie odbywały się żadne regularne ćwiczenia. Jednak nie był to dzień całkowicie wolny, gdyż na godz. 11:00 zaplanowano bonitację. Zaczęła się ona z pewnym poślizgiem po godz. 12:00. Do oceny stawiło się 5 psów - 4 na bonitację i 1 na svod mladych. Komisję bonitacyjną tworzyli Monika Soukupová oraz Anna Šimáčková, a jako sekretarz Lucie Novoveská. Ocena była dokładna - mogłaby ona stanowić przykład dla wielu innych bonitacji. Dzięki temu uniknęłoby się dawania doskonałych kodów bonitacyjnych i ocen P1 (doskonałych) osobnikom, którym niestety daleko do ideału, a których ostatnio nam się trochę namnożyło...

Zaraz po przeglądzie hodowlanym załadowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy z psami do ZOO w Dvůr Králové. To obowiązkowa pozycja w planie każdego właściciela psa, który spędza tu swoje wakacje. Nie ma chyba lepszej zabawy zarówno dla dwu- jak i czworonogów. Bo trzeba wspomnieć, że w tamtejszym zoo psy są mile widziane. My zabraliśmy ze sobą całą trójkę. Na wstępie do psiego biletu dostaliśmy po torebce na psie kupki oraz paczkę smakołyków. Także w samym ZOO mogliśmy ze swoimi zwierzakami wejść praktycznie wszędzie. I warto było, bo śmiechu z nich było co niemiara. Szczególnie ciekawa była reakcja na goryle i szympansy. To właśnie one wzbudziły ich największe zainteresowanie. Natura wilczaka objawiła się też przy wybiegu dla lwów: o ile psy innych ras kompletnie ignorowały unoszący się tam zapach, całe nasze stado wyraźnie wykazywało niepokój; psy wyczuły zagrożenie. Natomiast dziwi nas reakcja Boltona na "opalające" się hipopotamy - jest taka sama na Shar-pei'e czyli oszczekanie Wink))

Dla nas atrakcje stanowiły przebywające tam zwierzęta; dla innych gości zoo ogromną atrakcję stanowiły właśnie nasze wilczaki. Prawdopodobnie pojawiamy się na filmach i zdjęciach zrobionych tamtego dnia równie często, co przebywające w ZOO afrykańskie zwierzęta.

Do obozu wróciliśmy akurat na kolację. Po niej zdecydowano się jeszcze na krótką sesję obrony, gdyż najwidoczniej właściciele mieli już dość niedzielnego odpoczynku i nie mogli się doczekać, gdy znów zaczną ćwiczyć Smile


04.08.2003

Poniedziałek był dniem spokojnym. Ale nie można powiedzieć, że nieciekawym, bo na placu szkoleniowym przybyło nam nowych wilczaków: Charles Eden severu, Acarka Vlčí pohled, Blek Bariho dvůr, jak i kilka psów innych ras. Po śniadaniu standardowo obrona - przybył nam kolejny, ładnie gryzący wilczak (Blek Bariho dvůr), który jednak powinnien urodzić się rotweilerem z powodu swojej ogromnej niechęci do oddawania rękawa. Takiej motywacji można tylko pozazdrościć... Wink))
Po południu mała zmiana planów: ponieważ bonitacja już za nami, a ze szkoleniem wystawowym psy nie miały problemów, to zamiast na plac szkoleniowy załadowaliśmy się do samochodów i udaliśmy się szukać ochłody na pobliskim basenie. Psy w tym czasie miały wolne i odpoczywały. Przydało się to na posłuszeństwie (którego głównym tematem, było szkolenie według regulaminu ZZO), jak i wieczornej obronie. Solidny trening jak i weekendowy odpoczynek pozytywnie odbiły się na pracy psów i szczególnie w szkoleniu obrończym widać było duże postępy w porównaniu do poziomu, jaki reprezentowały, gdy przybyły na obóz.

Wieczorem wspólna zabawa w kantynie, gdzie dobrze bawiły się nie tylko dzieci (na początku, bo potem pomaszerowały spać), jak i dorośli. Vaclav Zeisek wymyślał coraz to nowe konkurencje, a punktem kulminacyjnym wieczoru była walka o szampana. Opisywać tej konkurencji nie będziemy, ale miała ona dużo wspólnego z psami, posłuszeństwem i pracą na rękawie. Wink)))


05.08.2003
Od rana w obozie panował spokój. Wszyscy odsypiali wczorajszą imprezę. Jednak nie ma tu czasu na nudy: po śniadaniu część z nas udała się na szkolenie obrończe, a część wsiadła do samochodów i ruszyła na safari do Dvůr Králové. Z tego powodu obiad zjedliśmy na mieście, a po powrocie dzień toczył się naturalnym rytmem - o 17:00 indywidualne posłuszeństwo, a o 19:45 obrony w grupie i indywidualne.

06.08.2003

Dzisiejszy dzień ponownie bez większych "szaleństw". I nic dziwnego, bo jutro wiele z psów zostało zgłoszone na egzamin. Aby nie męczyć czworonogów odpuściliśmy sobie poranne tropienie. Także na porannej obronie nie było tłoku - egzamin ZZO wymaga bardzo spokojnego psa i jakiekolwiek zachowania obrończe w wykonaniu nadgorliwego psiaka mogłyby zadecydować o zaliczeniu lub nie przez niego testów. Ale jak zawsze się mówi "liczy się nie ilość, a jakość": w zasadzie wszystkie z ćwiczących tego dnia psów prezentowały świetną pracę na rękawie, pełne chwyty i duże zaangażowanie. Po obronach była chwila na odetchnięcie, którą my wykorzystaliśmy na odrobienie zaległych prac. Po obiedzie zadecydowano, że lepiej by było, aby psy miały chwilę odpoczynku. Z tego też powodu dla dwunogów zorganizowano wyjazd na wygasły krater wulkanu, a następnie na pobliski basen. Po powrocie przyszedł czas na posłuszeństwo - które tym razem odbyło się w skonkretyzowanej, rozbudowanej formie uwzględniającej jutrzejszy egzamin ZZO. Każdy miał czas na indywidualne posłuszeństwo pod okiem przewodników psów, którzy już ten egzamin mają zaliczony. Następnie część chyba najważniejsza: ćwiczenia w grupach - na placu w piłkę grały dzieci, spacerowali dorośli oraz przewodnicy z psami. Każdy robił sobie ostateczny przegląd, jak w różnych sytuacjach zachowuje się jego pies. Można było sprawdzić, czy on jest agresywny wobec innych ludzi, jak wychodzi mu przywołanie w takich warunkach, jak zachowuje się podczas rozmowy jego właściciela z innymi osobami, jak reaguje na obce psy oraz jak zachowuje się pozostawiony samotnie na uwiązaniu. Próba generalna dowiodła, że jutrzejsi uczestnicy egzaminów nie mają się czego obawiać. Na zakończenie krótkie posłuszeństwo dla tych, którzy na egzamin nie idą. W zasadzie polegało ono na wypracowywaniu ćwiczeń, by pies ćwiczył chętnie, stale wpatrzony we właściciela. W większości przypadków doskonale się to powiodło - właściciele szybko znajdowali odpowiednią motywacje, dzięki której pies maszerował wpatrzony w nich, jak w obrazek. Na zakończenie jeszcze skoki przez przeszkody i pokonywanie kładek. A po kolacji obrona...


07.08.2003

Od rana czuć było w obozie nerwową atmosferę. Sędzia Miloslav Voříšek, który miał robić egzamin znany jest tego, że nie lubi "dopisywać punktów" i nawet jeśli psiakowi brakuje tego jednego, jedynego do zaliczenia, nie idzie na ugodę. Powietrze aż drżało od adrenaliny, gdy 10 psów (w tym 7 wilczaków) wkraczało na zbiórkę przed testem. Niedługo potem było już wiadomo, że nie mieliśmy się o co martwić - psy ćwiczyły doskonale i sędzia nie krył swojego zadowolenia. Rzeczywiście nie często widzi się psy tak dobrze przygotowane do egzaminu i tak precyzyjnie wykonujące ćwiczenia. Nie dziwi więc ilość punktów uzyskanych na posłuszeństwie - jedynie jeden pies nie wykonał aportu, czworonogi ćwiczyły chętnie, nie trzeba było wysłuchiwac stałego powtarzania komend przez przewodników. Części dodatkowe również zostały zaliczone wręcz wzorcowo - zero agresji u psów, bezproblemowe odwołania... Znalazło to swoje odzwierciedlenie w wynikach - zdały wszystkie psy, w tym 8 na ocenę doskonałą. Różnice w czołówce decydujące o lokacie psa wynosiły po jednym punkcie.

Pies:
Egzamin:
Ajbix Mrazivé ticho ZZO
Ira z Litavské kotliny ZZO
Jolly z Molu EsZZO
Dragon Eden severuZZO
Iro od ÚhoštěZZO
Freeking z Molu CsZZO
Julie z Litavské kotliny ZZO

Po południu dzień toczył się tradycyjnym cyklem: ćwiczenia z posłuszeństwa - choć trochę takie inne, bo zawierające więcej elementów specjalnych. Następnego dnia wyjaśniło się po co umiejętność ich zaliczynia przez psy była Vaclavowi Zeiskovi potrzebna (->patrz "zawody")... No a potem praca z pozorantem....
Oj, dziś było co świętować - nie dziwi więc, że wieczór zakończył się zabawą w kantynie. A ponieważ ZZO nie zawiera obrony, no i nie trzeba już się było nartwić, aby za bardzo nie nakręcac psa, można było wyładować energię wzorem obozów TARTowych - na atakach na pozoranta w jadalni...


08.08.2003

Ranek, który nas powitał, był dziś o wiele "łagodniejszy" - nie trzeba już ćwiczyć do żadnych egzaminów, obóz się powoli kończy, ciężka praca już za nami, można wreszcie trochę odpocząć. Poranne szkolenia bez jakiejkolwiek nerwowości, wszystko robione na spokojnie. Zamiast wprowadzać nowe rzeczy, polerowaliśmy te, których psy nauczyły się na obozie. Można wreszcie ćwiczyć obronę, bez obawy, że będzie ona przeszkodą na testach i pies zamiast jak piesek towarzyski, zareaguje jak obrońca i stróż.

Życie nabrało tempa po południu: Vaclav Zeisek przygotował dla nas zawody! To była zabawa... Wystartowało w sumie 18 par. Pies miał kolejno: wskoczyć i przebiec po stołach, przeskoczyć dwie przeszkody (A-czko i metrówke), przebiec po kładce i drabince, przeskoczyć siatkę do siatkówki (oczywiście trochę opuszczoną) tam i z powrotem. Następnie przewodnik wraz z psem musiał przejść przez ławkę, a następnie okienko. Potem już z górki: slalom na rowerze z biegnącym u boku psem, potem bez zatrzymywania trzeba było wysłać psa na pozoranta. Na koniec przejście dwu- i czteronożnego zawodnika pod stołem. A jako zakończenie: pięćdziesiątka dla przewodnika. Nic dziwnego, że co niektórzy wyciągali swoje psy i zaliczali bieg dwuktornie... Wink Ostatecznie wyniki wyglądały następująco:

Lokata
Pies
Przewodnik
1. Jolly z Molu Es M. Peron
2. Jessika z Litavské kotliny V. Zeisek
3. L'Rocco z Molu Es K. Hladík
4. Ira z Litavské kotliny V. Zeisek
5. Merry Bell z Molu Es P. Peron
6. Ajbix Mrazivé ticho M. Soukupová
7. Acarka Vlčí pohled M. Kovalová
8. Bolton Eden severu M. Peron
9. Kety (GR) J. Rujbrová
10. Cita (ON) L. Novoveská
11. Betty (GR) J. Rujbrová
12. Dragon Eden severu A. Sobolewski
13. Aura (MAL) V. Pokorná
14. Faty Břevnovská stopa K. Pinkava
15. Fatima z Molu P. Laufková
16. Eskar (SZ) A. Divišová
17. Blek Bariho dvůr R. Zezulková
18. Rita (MIX) J. Maňák

Cóż dodać? Cała trudność zawodów polegała na tym, że za każde niewykonane zadanie otrzymywało się punkty karne i często to właśnie one decydowały o uzyskanym czasie i lokacie...

Wieczorem udaliśmy się na tradycyjne ognisko, przy którym zasiedli nie tylko urlopowicze, ale przybyła po południu "delegacja" z Moraw. Jak zwykle było piwo, kiełbaski, piosenki i zabawa do późnych godzin. I tak zakończył się nasz ostatni dzień na obozie.....


09.08.2003

O dzisiejszym dniu nie można wiele napisać... To już koniec. Od rana pakowano rzeczy i żegnano się. Jednak wszystko bez większego żalu - przecież spotkamy się ponownie. Jeśli nie wcześniej na spotkaniach, zawodach, czy wystawach, to na pewno na obozie w Lázně Bělohrad za rok....

I my załadodaliśmy psy i torby, ale zamiast "grzecznie" udać się do domu, ruszyliśmy na dalszą wedrówkę: tym razem na wilczakowy obóz do Słowacji. Ale o tym w innym artykule...

Margo & Przemek Peron