2000.09.28 - Pomysłowy Dobromir

To, że wilczaki są wyjątkowo sprytne i pomysłowe, wie każdy z nas. Nowych sztuczek
uczą się bardzo szybko, najczęściej bez i naszej wiedzy i nie zawsze takich,
które spotykają się z naszym uznaniem. Czasami potrafią być bardzo przebiegłe,
pokazując prawie ludzką inteligencje. Nie wierzycie? Oceńcie sami.Pod koniec roku 2000 przeprowadziliśmy się wreszcie do nowego domu na wsi. "Nowy" to słowo niezbyt odpowiednie: dom jest stary, poniemiecki i jak przystało z "lochami". Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy po przeprowadzce było odpowiednie zabezpieczenie terenu. Szczeście nam sprzyjało: całe podwórko ogrodzone było wysokim betonowym murem, a metalowe bramy stanowiły dobre zabezpieczenie przed wilczymi pazurami. Pozostało nam powiesić kłódki (zasada działania zatrzaskowej zasuwy została przez psy rozgryziona bardzo szybko).

Nie minął tydzień od kiedy zamieszkaliśmy w Późnej, a na "pogaduszki" przyszedł sąsiad. Jego pierwszym pytaniem było, czy ten największy pies (Bolton) gryzie. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że nie (nie istniało zagrożenie, że leciwy rolnik postanowi bez naszej zgody zawitać na podwórku pilnowanym przez psy). Jego odpowiedź wywołała zdziwienie na naszych twarzach: - To dobrze. Bo wczoraj bawił się na drodze z moimi wnuczkami i chciałbym wiedzeć, czy nie zrobi im krzywdy. Spojrzeliśmy po sobie: "Aha, kolejna osoba, która nie odróżnia CzW od pół-owczarka sąsiadki z boku. Niektórym to wystarczy podobne umaszczenie...."

Sprawa poszłaby w niepamięć, gdyby po tygodniu sytuacja się nie powtórzyła. Znowu dowiedzieliśmy się od niego, że Bolo speceruje po wiosce. Tym razem nie było to już takie śmieszne: - To niemożliwe. W domu zawsze ktoś jest, psy nigdy nie są pozostawione bez opieki. Możemy potwierdzić, że Bolton cały czas był na podwórku. I rzeczywiście: ulubioną czynnością Grubego było wylegiwanie się na trawce pod domem. Moja wyobraźnia pozwalala mi przedstawić sobie Bola sciągającego kłódki, ale nigdy nie uwierzyłabym, że "zaciera" za sobą ślady zakładając je ponownie na furtkach.

W każdym razie postanowiliśmy mieć na niego oko. Kilka razy na godzine robiliśmy kontrole. Któreś z nas stawało na ganku i wołało Burego. Nie zaobserwowaliśmy niczego niepokojącego - chwilę potem meldował się on na każde zawołanie.

Bolton "wpadł" niedługo potem. Szykowałam sobie właśnie kawe, gdy przypadkowo zerknęłam przez okno na pobliską łąkę. Prawie przetarłam oczy ze zdziwienia: dostojnym krokiem spacerowało po niej nasze niewiniątko. Cichutko wyszłam na podwórze. I nic. Furtki zamkniete, mur stoi. Zawołałam Bola. Nie minęła chwila, jak zbój wyłonił się z piwnicy.

Rozwiązanie zagadki poszło już łatwo. Bolo otwierał sobie w piwnicy drzwi, gdzie przez małe okienko wyskakiwał na droge. Gdy tylko słyszał nasz głos, wracał tą samą drogą na podwórko.

Nadal nie mam pojęcia jak mu się to udawało - z wyjściem przez ten lufcik miałby kłopot nawet dorosły, wysportowany człowiek. Coż, Bolo potrafi....

Margo